Jak się uczyć języka, żeby mieć barierę

Sprawdź, czy popełniasz ten sam błąd w nauce angielskiego, który sprawił, że “nabawiłem się” bariery mimo intensywnego maratonu z hiszpańskim.


 

Jak się wkopać?

Na pięć miesięcy przed maturą podjąłem kluczową dla mnie wtedy decyzję, że nie będę podchodził do egzaminu dojrzałości z biologii i chemii, ponieważ nie wyrobiłbym się z materiałem. Z przedmiotów na poziomie rozszerzonym został mi jedynie angielski. Mało. Czułem, że powinienem dobrać jeszcze przynajmniej jedną dziedzinę. Uczęszczałem wtedy do klasy o profilu matematyczno-geograficzno-informatycznym, ale nie wyobrażałem sobie, jak miałbym osiągnąć sukces w tych dziedzinach w mniej niż pół roku. Dlatego postanowiłem nauczyć się jeszcze jednego języka obcego. W liceum miałem obowiązkowe lekcje niemieckiego, ale go nie lubiłem.


Wpadłem na świetny pomysł. Sprawdziłem listę najłatwiejszych języków i zdecydowałem, że podejdę do matury rozszerzonej z hiszpańskiego. Na tym etapie możesz pogratulować mi głupoty.


Czy da się w pięć miesięcy?

Mogłem przycisnąć z biologii i chemii, z którymi dobrze sobie radziłem. Mogłem zdecydować się na jeden z przedmiotów, który miałem w szkole. Nie dość, że nie byłbym świeżakiem, to jeszcze nauczyciel tego przedmiotu na pewno by mi pomógł, żebym nie obniżył statystyk. Bez sensu. Lepiej było rzucić się na głęboką wodę i wybrać dziedzinę, o której nie miałem bladego pojęcia. W tym momencie moja porażka w nauce hiszpańskiego na pewno wydaje Ci się oczywista. Co można osiągnąć w pięć miesięcy? A jednak to nie czas mnie pokonał.


Korepetytor wystarczy

Zgodzisz się ze mną, że pomysł nie był najbardziej trafiony, ale nie wydarzyła się jeszcze tragedia. Rozwiązanie chaosu, który stworzyłem, było proste: świetny korepetytor i intensywne zajęcia. Haczyk w tym, że wówczas byłem biedny, jak mysz kościelna. Do tego stopnia, że czasem chodziłem głodny. Więc jak już udało mi się coś zarobić, to wydawałem to na jedzenie (czasem irracjonalnie). Dlatego o świetnym korepetytorze i intensywnych zajęciach mogłem jedynie pomarzyć.


Nie wydawało mi się to wtedy żadną przeszkodą. Usiadłem do mojego starego komputera i wyszukałem strony do nauki hiszpańskiego. To, co miałem, zainwestowałem w książki. Zawsze byłem zmotywowany, nie zawsze zdyscyplinowany.


Ćwiczenia, które wykonywałem

  • Przerabiałem słownictwo w aplikacji. Opanowałem ponad trzy tysiące słów (tyle na spokojnie wystarcza do komunikacji)

  • Uczyłem się gramatyki z książek w tradycyjny sposób oraz przepisywałem zdania.

  • Czytałem proste teksty.


Do hiszpańskiego siadałem (prawie) codziennie. W ostatnim miesiącu uzbierałem na pięć lekcji, podczas których głównie ćwiczyliśmy pisanie wypracowań. O dziwo mój poziom gramatyki i słownictwa pozwał na to. Jak na pięć miesięcy nauki szło mi to naprawdę dobrze.


Nie udało się

Maturę z hiszpańskiego na poziomie rozszerzonym napisałem na pięćdziesiąt procent. Nie tak źle, nie? Sęk w tym, że tego samego lata spotkałem moją ex-korepetytorkę. Zagadała do mnie po hiszpańsku, a ja byłem w stanie wykrztusić jedynie, że mam się dobrze. Nie wyolbrzymiam. Po prostu nie umiałem nic więcej powiedzieć. Znasz to uczucie, kiedy potrafisz napisać wypracowanie o sytuacji politycznej w Polsce, ale kiedy przychodzi moment, żeby się odezwać, no cóż, ledwo dajesz radę się przedstawić? Teraz o tym, co zrobiłem źle i jak Ty możesz poprawić swój angielski, jeśli jesteś w tej samej sytuacji.


Kto jest winny?

Cofnij się do ćwiczeń, które wykonywałem i przyjrzyj się im dokładnie. Nie znajdziesz w nich nawet minuty rozmowy. Zastanów się nad swoją nauką języka. Ile jest w niej mówienia? Czy Twoje lekcje zaczynają się od słuchania, potem opierają się na wypełnianiu luk i w najlepszym przypadku kończą się na czytaniu? Może nawet jesteś szczęściarzem i, tak jak mi, udało Ci się opanować język. W piśmie. Jeśli tak jest, oto co zrobić.


Jak pozbyć się bariery?

Po maturze nie planowałem nic więcej robić w sprawie hiszpańskiego, ale nadarzyła się okazja pomóc osobie, która nigdy się tego języka nie uczyła. Cała ta przygoda trwała 30 godzin i, uwaga, polegała na rozmowie. Tak, dwóch żółtodziobów próbowało ze sobą rozmawiać. Zaczęliśmy od prostych zwrotów typu “Jak się masz?”, a skończyliśmy na rozmowach na codzienne tematy. Ten epizod popchnął mnie do poprawienia matury. I ku mojemu zdziwieniu uzyskałem 68% i wreszcie byłem w stanie się wypowiedzieć.


Wniosek jest prosty. Jeśli odczuwasz blokadę, kiedy próbujesz się wypowiedzieć, ale Twój język pisany jest solidny, to najlepszym rozwiązaniem dla Ciebie będą konwersacje. Nie popełnij tego samego błędu, co ja. Uczenie się czegokolwiek z angielskiego nie oznacza, że będziesz później umiał się wypowiedzieć.


P.S.

Koniecznie napisz mi dzisiaj, jaki problem prześladuje Cię w nauce angielskiego tak, abym mógł dostosować porady w newsletterze do Twoich potrzeb. Mój e-mail to jestem@damianzawadzki.pl